I.A. Falandysz

“Wczoraj 08.X.2015r. w warszawskim CASINO ROYAL, Krzysztof Karewicz udostępnił szerokiej publiczności swoje obrazy, a konkretnie – akty. Można się więc domyślić, że już od progu wyczuwało się nie tylko szyk i elegancję, ale również atmosferę kobiecości… intymności. I oczywiście piękna. Ich twórca – artysta pełen uroku, szarmancki i szczery – w trakcie krótkiej pogawędki opowiedział mi o sobie i swojej twórczości. Krzysztof Karewicz ukończył warszawską ASP (grafika), lecz jak to często w życiu bywa – malarstwo nigdy nie było i nie jest jego źródłem dochodu. Jest jego pasją. Nawet nie byłam zaskoczona. Bardzo często bywa, że na luksus tworzenia sztuki mogą sobie pozwolić ci, których na to stać. Niemniej obrazy były do nabycia i przypuszczam, że nadal część z nich można jeszcze kupić. Szczerze do tego namawiam, ponieważ nie tylko emanują urodą i erotyzmem, ale są po prostu (moim zdaniem) dobre. A żeby już ostatecznie rozwiać wszelkie wątpliwości, że coś mogło się nie udać, to od razu dodam, że imprezę uświetniła Ania Hamela. Królowała więc piosenka francuska, chociaż przeplatana własnym repertuarem wokalistki. Ania jak zwykle – świetna, albo jeszcze lepsza. Moim zdaniem wyrobiła już sobie własny styl, co przy klasycznym francuskim repertuarze nie jest łatwe. Na dodatek diametralnie zmieniła fryzurę… więc wyglądała jeszcze ładniej. A skoro jesteśmy przy urodzie )) to należy wspomnieć o Basi Górskiej, która wczoraj… rozbiła bank! Zazwyczaj w trakcie wernisaży, kasyno udostępnia stoły do gry w ruletkę, gdzie można zagrać żetonami na punkty (bezgotówkowo). Tak było i tym razem. Basia – debiutantka w tej dziedzinie – zasiadła za stołem i po trzech grach ograła wszystkich zapaleńców, zdobywając 176 punkty. Zajęła więc zaszczytne pierwsze miejsce. Warto dodać, że w przeliczeniu na pieniądze, byłaby to wartość przyzwoitego samochodu. Ze swej strony polecam Basi grę w totka! )) Wracam jednak do Krzysztofa – gwiazdy wczorajszego wieczoru. Krzysztof Karewicz aktualnie mieszka z rodziną w uroczym miasteczku pod Londynem (Hale, hrabstwo Cheshire) . Niemniej Polskę często odwiedza. To oczywiste, skoro jest synem Emila Karewicza, znanego, lubianego i sędziwego już dzisiaj aktora. I w tym miejscu z radością donoszę, że również Emil Karewicz zaszczycił swoją obecnością wczorajsze spotkanie. Nie muszę dodawać, jak bardzo był oblegany przez gości. Do zdjęcia z wybitnym artystą polskiego kina – ustawiła się kolejka, i to taka bez końca. Ponadto na wernisażu pojawili się dwaj synowie artysty, których miałam przyjemność poznać. Oprócz synów, Krzysztof ma jeszcze córkę… Jednym słowem – szczęściarz i tyle. Nawet miałam wrażenie, że również i z jego obrazów emanuje spokój i spełnienie. Jestem przekonana, że Krzysztof jest autorem nie tylko swoich dzieł, ale i własnego losu. – „Swoje życie można zmienić w każdym wieku, nigdy nie jest na to za późno” – tak mi powiedział, mając na myśli to, że w Anglii mieszka zaledwie od sześciu lat. A mieszka w malowniczym miasteczku, które nie chciałby już zamienić na inne. Przypuszczam, że nie tylko sztuka, ale i zaproszeni goście stworzyli wczoraj niezapomnianą atmosferę. Ale czy mogło być inaczej? W końcu spotkałam mnóstwo dobrych znajomych z… Facebooka )) A wszyscy dobrze wiedzą, że aby się impreza udała – w tym wypadku wernisaż – musi być: dobry gospodarz, udane towarzystwo i twórczość, której łatwo się nie zapomina. Wczoraj, na wystawie Krzysztofa Karewicza wszystko ze sobą świetnie współgrało, o czym z przyjemnością donoszę.”   Anna Irena Falandysz